Procrastinating is the thief of time

by

W związku z tym, że nie było mnie tu tydzień, i szczerze mówiąc dzisiaj też mi się nie chciało pisać posta, dziś poruszę temat odwlekania 😉 Temat ten dotyczy nas wszystkich, ale wydaje mi się, że często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ja z  reguły jestem osobą, która wszystkie swoje zadania wykonuje dosyć szybko, co często nawet nie jest kwestią tego, że jestem ambitna. Powód jest absurdalnie prosty – chce mieć to już z głowy i chcę przestać o tym myśleć.

Bardzo mnie też denerwuje jak ktoś, czeka z czymś do ostatniej chwili. Dostaję wręcz szału, kiedy osoba nie załatwia, czegoś co można było dawno zrobić. Jednak nie chcę wyjść na hipokrytkę, bo też nie jest tak, że mi się zawsze chce 😉 Powiedziałabym wręcz, że częściej wyznaję zasadę żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce.  Ale dziś akurat, nie mówimy o ‘chceniu się’, tylko o odwlekaniu czegoś. A odwlekanie to rodzaj oporu, który pojawia się, gdy chcesz zrobić coś dobrego dla siebie, np. chcesz zacząć zdrowo się odżywiać, zacząć ćwiczyć, otworzyć swój biznes czy rzucić palenie. Zawsze, gdy chcesz coś zmienić w swoim życiu, co wiesz, że będzie dla Ciebie dobre, ale tym samym będzie wiązało się z wysiłkiem pojawia się zwlekanie, opór i napływ lenistwa. Niestety to zjawisko dotyka każdego.  Ile razy zdarzyło się, że od jutra zaczynałaś się zdrowo odżywiać, zajadając się przy tym czekoladą, bo przecież to ostatnia kostka czekolady w Twoim życiu ?

If it was easy everyone would do it

No właśnie. Ale skoro o tym piszę, to musi być jakiś sposób. Sposób ten znają i stosują ludzie sukcesu. A  jedyna różnica między ludźmi sukcesu i przeciętnym człowiekiem jest taka, że ci pierwsi nie słuchają tego głosu w głowie, który mówi im by zacząć od jutra. Często te wymówki (tak, tak – wymówki!) są tak przemyślane, iż wydają się nam logiczne. Często wydają się nam tak dobre, że aż rodzą w nas coś na kształt poczucia dumny wymyślonego przez nas “usprawiedliwienia”.  Wyobraź sobie, że postanawiasz od początku przyszłego miesiąca zrzucić kilka kilogramów i regularnie chodzić na siłownie. Nagle łamiesz rękę i znajdujesz przy tym idealny pretekst do tego, by przełożyć wyjście na siłownie, no bo przecież jak tak ze złamaną ręką.  W Twojej głowie chochliki już się cieszą, że mogą sobie jeszcze troszkę poleniuchować, a Ty tłumisz wszelkie głosy, które Ci mówią że ze złamaną ręką śmiało możesz chodzić na bieżnie, a nawet na rowerek. Tutaj, musisz zdecydować kto tu rządzi – Ty czy te negatywne chochliki w Twojej głowie? Za każdym razem jak te małe potworki odciągają Cię od czegoś, powiedz  fuck off, to ja tu rządzę i zrobię to, co w rezultacie wyjdzie mi na dobre 🙂.

Uwierzcie mi, to nie jest łatwe.  Mimo iż codziennie na pracę poświęcam do kilkunastu godzin, to przynajmniej kilka razy w tygodniu chce jeszcze znajdować czas na prowadzenie bloga, zajęcia angielskiego, czytanie książek, chodzenie na siłownie (bądź ćwiczenie w domu) i robienie dodatkowych kursów. Rano owszem, jestem pełna zapału, który niestety znacznie gaśnie po powrocie z pracy.  Jednak mimo braku sił i wielkiego zmęczenia, zaczynam ćwiczyć, później sięgam po książkę, czy kurs (po angielsku, wtedy wmawiam sobie, że łącze przyjemne z pożytecznym) i jak jeszcze mam resztki sił, to zaglądam na bloga. Czy mi się chce?  Ni chuja , ale jest to kwestia upartości i tego iż wiem, że wszystkie z powyższych czynności wyjdą mi na dobre i w jakimś stopniu pomogą mi się rozwinąć, czy czuć się lepiej ze sobą. Czy zawsze daję radę? Nope, wystarczy, że zobaczycie moje przerwy w blogowaniu 😀  Czasami włączam komputer by zrobić coś pożytecznego i godzinę czasu spędzam przeglądając Facebooka, czytając Pudelka i karmiąc mojego lenia.  Im dłużej zwlekamy, tym bardziej nam się nie chce. Dlatego są dwie opcje – albo dalej z wyrzutami sumienia czytamy brednie w Internecie, albo szczerze spowiadamy się sobie Ok, straciłam godzinę życia, ale koniec z tymi bredniami, zabieram się do roboty.

Kluczem do sukcesu, jest to by zdawać sobie sprawę jak wiele rzeczy odwlekamy, zdawać sobie sprawę z tego faktu w momencie, gdy robimy coś, co powoduje iż tracimy nasz cenny czas. Dopiero wówczas, będziemy mogli podejmować decyzję, w którym kierunku będziemy zmierzać – w kierunku odwlekania naszego sukcesu, czy w kierunku dążenia do osiągnięcia naszych celów.  Ważne jest też uzmysłowienie sobie jak wielką radość przynosi zrobienie tego, co tak uporczywie odwlekamy.  Wówczas nasz mózg odznacza daną czynność jako “done” i przestaje o tym myśleć, jako o czymś, co mamy jeszcze zrobić. Dzięki temu znacznie łatwiej przychodzi nam odpoczynek i regeneracja sił 🙂

Sukces składa się z tych chwil, gdzie mimo naszego lenistwa, oporu jaki sami sobie stawiamy, nie poddajemy się i dążymy do celu. Dopiero, gdy przebrniemy przez te przeszkody, zaczyna się magia.  Wystarczy popatrzeć na ludzi sukcesu – są to normalni ludzie, tacy jak my, którzy po prostu nie zwracają uwagi na to, że im się nie chce, tylko robią swoje.

Dajcie proszę znać w komentarzach, jak Wy radzicie sobie z odkładaniem rzeczy na później?  A może jesteście typami osób, które robią wszystko od razu, by mieć to z głowy.

 

8 Responses
  • Aleksandra
    February 2, 2017

    Procrastination is not the problem – it’s the solution ;> Jak najbardziej masz sporo racji, ciężko zmusić się do ruszenia tyłka i zrobić to, co przez tyle czasu się odwlekało. Osobiście jednak myślę, że to też kwestia dobrej organizacji czasu – paradoksalnie, im więcej ma się na głowie, tym łatwiej ogarnąć wszystkie sprawy, jak i również znaleźć trochę czasu dla siebie 😉 Po sobie wiem, że jak mam mało spraw, to tym większym leniem się staję i tym bardziej przekładam rzeczy “na jutro”. Dlatego mój sposób może być zadziwiający w swej prostocie, ale jednak jest bardzo skuteczny – maksymalnie zapełnić swój czas wolny, ponieważ wtedy mam pewność, że na pewno zrobię wszystko, co sobie zaplanowałam 🙂

  • Tania Sarin
    February 3, 2017

    love this post! xx

  • FoxyLadyMe
    February 8, 2017

    Kurczę szczerze mówiąc trochę potrzebowałam takiego motywacyjnego kopa, dzięki 🙂

  • Keep Your Balance
    February 10, 2017

    Świetny tekst. Staram się robić większość rzeczy od razu, ale i w tę stronę można przesadzić, zapominając o odpoczynku i dystansie do wielu spraw. Gdy jednak dopadnie mnie takie odwlekanie, to otwieram swoje zapiski, czytać coś motywującego, pytam siebie, dlaczego to odwlekam i staram się działać 🙂

  • dishdogz
    February 12, 2017

    Ja jestem raczej osobą, która lubi mieć wszystko dopięte na ostatni guzik jak najwcześniej. Zawsze muszę mieć coś na głowie (coś nowego). Nawet moi współlokatorzy zauważyli, że gdy nie mam nic do roboty, to świruję.

  • Polka J.B
    February 15, 2017

    Mam ten problem z pracą magisterską hehe ciągle odwlekam jej napisanie a czas goni 🙂

  • Karolina Szymańska
    February 16, 2017

    mamy te same czynności w ciągu dnia 😀 tylko ja zamiast do pracy chodzę na studia dzienne.. 🙂 Ja np, nie myślę nad tym, że czegoś dziś nie zrobiłam u mnie już się stało naturalne, by nie “martwić” się sumieniem. Wkurzają mnie osoby co w ostatniej chwili z czegoś rezygnują np wyjście do kina bo źle się czują, albo są zmęczone, a to tylko tak jak to nazwałaś chochliki w naszej głowie 🙂
    szyman.blogspot.com

  • sandicious
    February 19, 2017

    ja też dostaję szału jak ktoś coś robi na ostatnią chwilę, zwłaszcza jak wcześniej go prosiłam oto.

What do you think?

Your email address will not be published. Required fields are marked *